wtorek, 25 października 2016

Wyciszona: V

Może Kasandra i Evelyn miały rację? Zmarszczył brwi, obserwując przez okno przechodzącą w stronę kuchni Telyn. Odkąd razem pracowali, każdego dnia zwykła jadać obiad o tej porze. Czasem łudził się, że może przyjdzie do niego zamiast… zerknął na wyciszonego, którego przydzieliła mu Minaeve. Jak w ogóle miał na imię? Trevis? Travis? Jakoś tak. Ponownie spojrzał przez okno, ale elfka zniknęła mu z pola widzenia.
Powinien przestać o niej myśleć. Uczucia, jakie do niej żywił faktycznie lada chwila mogły stać się niezdrowe. Myślał o niej zdecydowanie za często i to, że przez chwilę odzyskała świadomość, nie mogło zakłócać jego chłodnego osądu. Może faktycznie powinien skupić się na ludziach, którzy go otaczali.

***

Telyn przechyliła głowę, przysłuchując się rozmowie Solasa i Kasandry, ale rozmawiali tak szybko i na tyle cicho, że nie była w stanie wyłapać niczego więcej niż kilku pojedynczych słów. Spoglądali na nią co chwilę, z kolei Varrik i Cole nie wtrącali się do rozmowy. Elfka nie bardzo wiedziała, dlaczego tak żywo dyskutowali oraz po co tak właściwie zaproszono ją w to miejsce. Nie rozumiała całego zamieszania tym bardziej, gdy w końcu zostali z nią tylko Varrik i Cole, bo mag i poszukiwaczka przeszli do sali narad, by omówić coś z Inkwizytorką.
— Telyn — zaczął krasnolud, a ona spojrzała na niego pustym wzrokiem, mrugając kilkukrotnie, gdy oślepiło ją światło świecy odbijające się od jakiegoś metalowego elementu. — To prawda, że byłaś ostatnio u komendanta Rutherforda? — zagaił.
— Nie — zaprzeczyła natychmiast, spokojnie się w niego wpatrując.
— Nie? — upewnił się Varrik, uśmiechając się coraz szerzej. — A jeśli ci powiem, że widziałem, jak do niego szłaś? Co powie na to Minaeve? — zapytał, zakładając ręce na piersi.
Milczała, nie spodziewając się takiego obrotu spraw. Nigdy nie była w takiej sytuacji, zwykle jeśli kłamała, wszyscy jej wierzyli. Nawet Cullen, gdy powiedziała mu, że wcale nie siedziała z nim przez cały dzień. Nie wiedziała, jak powinna zareagować. Może miała po prostu się przyznać?
— Byłam mu coś oddać — wytłumaczyła się po długiej chwili milczenia. — Nie mów Minaeve — poprosiła. — Będzie zła.
— Nie powiem — zapewnił ją Varrik. — Ale musisz się na coś zgodzić…

***

— Chcemy zobaczyć, jak bliskość Pustki wpłynie na wyciszonego, wasza czcigodność — poinformowała Kasandra. — Solas uważa, że może dowiedzieć się przez to czegoś więcej na temat twojego znamienia.
— Oczywiście to misja wysoce niebezpieczna — poinformował apostata, złączając palce, kiedy badawczo przyglądał się Evelyn. — W końcu przy szczelinach łatwo o demony, a wyciszony będzie bezbronny. Tym niemniej uważam, że gra jest warta ryzyka. W końcu chodzi o twoje dobro, Evelyn — zapewnił. — Tym bardziej, że jesteś magiem. Obcowanie ze szczelinami może ci szkodzić, warto to zbadać. Jeśli ktoś, komu odebrano dostęp do Pustki, w jakiś sposób na to zareaguje… — podsunął.
Inkwizytor Trevelyan starała się rozważyć tę opcję możliwie dokładnie. W końcu chodziło o jej życie. Poza tym miała pewien pomysł co do tego, kogo mogła wysłać na tak niebezpieczną misję. Musiała się jej pozbyć. Dla dobra Cullena. W końcu biedak ubzdurał sobie coś odnośnie tego, że Telyn na moment odzyskała uczucia, kiedy przesłuchiwał Andersa. Coś takiego nie było możliwe, doskonale o tym wiedziała. W końcu sporo czasu spędziła w kręgu, prowadząc badania. Cullen wiele przeszedł w czasie swojej służby. To oraz odstawienie lyrium musiały sprawić, że umysł spłatał mu figle.
Nie mogła powiedzieć tego na głos, ale naprawdę bardzo ucieszyłoby ją, gdyby elfka nigdy nie powróciła z tej wyprawy.
— Macie już jakichś kandydatów? — zapytała cicho, gotowa od razu przedstawić swój pomysł.
Kasandra i Solas spojrzeli po sobie niepewnie.
— Uznaliśmy, że taka decyzja powinna należeć do ciebie — oznajmił apostata, wzruszając lekko ramionami.
— Może zechcesz uzgodnić to ze swoimi doradcami? — podsunęła Kasandra.
— Nie, nie widzę takiej potrzeby — mruknęła natychmiast Evelyn, mrużąc oczy. — Myślę, że mam kandydatkę. Solasie, wyruszycie najszybciej, jak to będzie możliwe.

***

Dorian szturchnął lekko Telyn, która posłała mu nieco skołowane spojrzenie, ale nie odezwała się nawet słowem, kiedy przejeżdżali przez bramę Podniebnej Twierdzy.
— Za co można nienawidzić wyciszonego, co? — zapytał.
Odpowiedziała mu cisza oraz karcące spojrzenie Kasandry.
— Nie dziwię się, że Loczek sobie ciebie upodobał. — Uśmiechnął się złośliwie. — Macie podobne poczucie humoru.
— Poczucie humoru? — powtórzyła Telyn. — Przecież nie żartuję — dodała, patrząc spokojnie na Doriana.
— W tym rzecz, moja droga. W tym rzecz — westchnął mag, kręcąc lekko głową.
— Daj jej spokój, Dorianie — skarcił go Solas. — Jeśli wszystko pójdzie dobrze, niedługo może opowie ci jakiś żart — dodał nieco ciszej.
Tevinterczyk prychnął.
— Żartem jest to, że jedziemy postawić jakąś wyciszoną przy szczelinie i zobaczyć, co się stanie — parsknął. — Postradaliście rozumy — wytknął im.
— To nie jakaś wyciszona — wtrąciła się Kasandra. — Robimy to na życzenie komendanta Rutherforda — przypomniała mu ostro.
— Gdyby nie ty, ten pomysł nigdy nie doszedłby do skutku — żachnął się ponownie Dorian. — Naczytałaś się zdecydowanie za dużo złej, naprawdę złej literatury — mruknął, wpatrując się znacząco w Varrika.
— Ej! — fuknęli jednocześnie krasnolud i Poszukiwaczka.
— Nie dyskutujcie z nim o tym, jego to bawi — upomniał ich Solas. — Komendant w ogóle został poinformowany, że mamy zamiar…
— Nie — ucięła Kasandra. — Robiłby sobie niepotrzebne nadzieje.
Tego Dorian obawiał się najbardziej. Ile w ogóle było szans na to, by ten szalony plan się powiódł? A mówili, że to z nim było coś nie tak, bo uważał magię krwi za coś nieszkodliwego. Westchnął ciężko. Nic nie trzymało się całości.
— A co zrobicie, jeśli faktycznie proces wyciszenia da się odwrócić? Evelyn nie będzie zadowolona, to pewne — mruknął, wbijając zmartwione spojrzenie w niewzruszoną Telyn.
Zapadło naprawdę niewygodne milczenie, które przerwał dopiero pogodny głos Cole’a:
— Nie możemy po prostu jej tego nie powiedzieć?

***

Wpadł na nią akurat wtedy, gdy wychodziła z gabinetu Josephine. Rozpromieniła się na jego widok, więc i on przywołał na twarz uśmiech. Z dziwnym zmieszaniem zauważył, że był to sztuczny gest, który wymusił, bo uważał, że tak trzeba. Lubił Evelyn. Była sympatyczna, wesoła i zwyczajnie miła. Po prostu dało się ją lubić. Nie tak, jakby wszyscy sobie tego życzyli, bo Cullen ciągle uważał, że czegoś jej brakowało. Może to prywatne uprzedzenie? Musiał w końcu odrzucić na bok koszmary związane z kręgami. Widział magię w jej najgorszym wydaniu, ale widział też, jak służyła do ratowania ludziom życia. Musiał też wyrzucić z głowy jej błąd, kiedy straciła cały oddział jego ludzi dla tej skrzyni. W końcu skontaktowanie się z Szarymi Strażnikami było niezwykle istotną sprawą.
Mógł przecież spróbować.
— Lady Trevelyan — mruknął niższym głosem. — Szukałem cię — dodał, zmuszając się do tego by kąciki ust powędrowały jeszcze wyżej.
Umiał być czarujący, jeśli tego zechciał i wiedział, że samym tonem głosu mógł zdziałać naprawdę wiele, jeżeli się postarał. Poza tym doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że na Evelyn działało to bezbłędnie.
— Mnie? — zdziwiła się, rumieniąc się lekko, by zaraz spleść ręce za plecami.
Jej ciemne oczy roziskrzyły się nieznacznie, gdy podszedł bliżej.
— Pomyślałem, że może chciałabyś spędzić ze mną trochę czasu — zaproponował, skinąwszy głową w stronę przejścia do ogrodów. — Przydałaby mi się przerwa, uznałem, że mógłbym spędzić ją w twoim towarzystwie.
— To miłe, że o mnie pomyślałeś — przyznała, sięgając do jasnych, prostych włosów, by nakręcić je na palec w lekkim zakłopotaniu.

***

Nie miał pojęcia czy to przez fakt, że Evelyn była tak zestresowana tym, że niespodziewanie okazał jej zainteresowanie, czy po prostu nie umiała grać w szachy, ale nawet jeśli bardzo chciałby pozwolić jej wygrać, i tak nie była w stanie tego wykorzystać. Znała zasady poruszania się pionów oraz, ale przestawiała je kompletnie bezrefleksyjnie, nie zastanawiając się ani na moment nad możliwymi ruchami przeciwnika. W efekcie odsłoniła się przed nim już w pierwszych czterech ruchach, czego udawał, że nie widział, ale i to nie pomogło jej w uniknięciu wykonania kolejnego samobójczego ruchu.
Poza tym nigdy nie uczono go sztuki konwersowania – Evelyn pochodziła z ważnej, szlacheckiej rodziny, musiała pobierać takie lekcje – ale ich rozmowa zwyczajnie się nie kleiła. Dopiero po chwili zauważył, że działo się tak przez jej egocentryczność. Wszelkie kolejne tematy sprowadzała do siebie. Ja zrobiłam, ja powiedziałam, ja ustanowiłam
Miał dość. Momentami powątpiewał w to, jak ktoś taki mógł rządzić Inkwizycją. Nie zwracał na to uwagi w trakcie narad, bo rozumiał, że Evelyn, żyjąc w kręgu, nie mogła nauczyć się zbyt wiele na temat planowania wojennego lub szpiegowania, ale sztuka dyplomacji nie powinna być jej obca. Niestety i Josephine zwracała uwagę na spore braki u Evelyn w tej dziedzinie. Poczuł nieprzyjemne uczucie rozczarowania, gdy zdał sobie sprawę, że Inkwizytorka była zwykłą figurantką, której kazali tylko ładnie wyglądać, a sami wykonywali za nią brudną robotę… bo kiedy dobierała się do władzy, jaka była w jej rękach, ginęli ludzie.
Westchnął ciężko. Oczywiście nie umniejszał jej zasług na polu walki z Koryfeuszem. Mało kto zdobyłby się na to, by ciągle stawać naprzeciw niebezpieczeństwu i walczyć o wolność Thedas.
— Coś nie tak? — zasmuciła się Evelyn, wystawiając się kolejny raz.
W tym momencie zastanawiał się, czy nie robiła tego specjalnie.
— Szach-mat, Evelyn — mruknął, strącając w końcu jej króla.
— Ojej — pisnęła tylko, szczerze zaskoczona tym, że przegrała, ale zaraz na niego spojrzała. — Nie czujesz się najlepiej, prawda?
Uśmiechnął się nieco pobłażliwie. Nie powie jej przecież, że ta rozmowa go męczyła.
— To tylko ból głowy — skłamał naprędce. — Poza tym powinienem już wrócić do pracy. Pozwolisz, że cię odprowadzę? — zaproponował, łudząc się, że odmówi.
W drodze powrotnej ciągle zmuszał się do uśmiechu, słuchając kolejnych opowieści z jej dzieciństwa. Może to dziwne, ale nawet jeśli sama pytała go o jakieś wspomnienia z lat przed wstąpieniem do Zakonu, odpowiadał jej tak lakonicznie, jak tylko był w stanie. Zwyczajnie nie miał ochoty opowiadać jej czegoś więcej o sobie. Właściwie żałował, że próbował wypchnąć tę znajomość poza tory „służbowe”.
Evelyn musiała mieć jednak inne zdanie, bo kiedy otworzył jej drzwi, za którymi znajdowały się schody prowadzące do jej komnat, przeszła przez nie i lekko pociągnęła go za sobą tak, by przejście zamknęło się za nimi. Potem stanęła na palcach, by musnąć jego usta w lekkim pocałunku.
— Do zobaczenia, Cullenie — mruknęła na pożegnanie, przeskakując po dwa stopnie na raz.
Stał jak wryty jeszcze przez kilka chwil. Nie spodziewał się tego. I nie wiedział, co powinien zrobić, bo obecna sytuacja bardzo mu się nie podobała, ale nagłe sprowadzenie Inkwizytorki na ziemię mogło być… nieprzyjemne w skutkach.

***

Jej pierwsza świadoma myśl dotyczyła tego, że czuła niesamowite zimno. Coś chłodnego stykało się z jej dłonią. Powoli podniosła wzrok, próbując przyzwyczaić się do patrzenia w nienaturalną jasność i zachłysnęła się nadmiarem powietrza wciąganym w płuca. Niematerialna postać dotykała jej palców, owiewając rękę chłodem, który przenikał do głębi ciała. Telyn zadrżała, kolana jej zmiękły i upadła na ziemię. Eteryczna istota zaśmiała się cicho, a potem zniknęła.
Pozostałe dźwięki docierały do niej z daleka i były zdecydowanie przytłumione. Poza jasnością widziała jeszcze zielone błyski. Świadomość ciała zaczęła wracać do niej dopiero, gdy ktoś ścisnął jej ramię, szarpiąc za nie mocno. Poleciała na plecy, wciągając szybko powietrze. Szarpnęła się w obawie przed niebezpieczeństwem. Ktoś krzyczał, ale nie potrafiła rozróżnić słów.
Czyjeś asekurujące ręce uniosły ją z ziemi i miała wrażenie, że zawisła w powietrzu, bo kiedy nie dotykała podłoża, nie potrafiła stwierdzić, gdzie znajdowało się niebo. Wszystko migotało setkami barw, aż zrobiło się jej niedobrze, więc zacisnęła powieki. Po chwili zarzuciło nią mocno i znowu znajdowała się na trawie.
Odległe dźwięki ucichły, a błyski zniknęły, więc powoli otworzyła oczy. Zamazany obraz powoli nabierał ostrości. Kiedy zdała sobie sprawę, że pochylało się nad nią kilka osób, w panice chciała się odczołgać, ale zderzyła się z ciężkimi, okutymi butami. Otoczyli ją.
— Spokojnie. — Usłyszała jeden wyraźny głos przebijający się ponad wszelkie szmery i szumy. — Jesteś bezpieczna. — Fala spokoju i ukojenia zalała jej ciało, przez moment poczuła się senna, ale walczyła o to, by utrzymać powieki otwarte.
— Cóż, to było ciekawe doświadczenie — mruknął Dorian, uważnie studiując jej twarz. — Powiedz mi, złotko, czujesz się jakby trochę mniej wyciszona?
Głowa zabolała ją przeraźliwie, kiedy wspomnienia z ostatnich kilku miesięcy wlały się naraz do myśli. Każde pojedyncze wydarzenie, każda migawka, wszystko domagało się jej uwagi właśnie teraz. Syknęła, czując pulsujący ból, ale cierpienie po chwili minęło.
— Cole, odsuń się od niej, daj jej odetchnąć — poinstruowała Kasandra.
Telyn czuła, że powinna zadać teraz naprawdę wiele pytań, ale zamiast słów, z jej gardła wydarł się żałosny skowyt, a zaraz potem rozpłakała się, kuląc się na trawie. Zielone źdźbła łaskotały jej nieosłoniętą skórę, gdzieś w dali czuła słodki zapach kwiatów zmieszany ze znacznie bliższą wonią magicznego ognia, który przed momentem musiał spalić wszystko, co znalazło się na jego drodze.
— J-jak… — wyjąkała tylko, łapiąc szybko powietrze, kiedy mierzyła się ze wszystkimi emocjami napierającymi ze wszystkich stron.
Świat jeszcze nigdy nie wydawał się tak wyraźny.
— Zdecydowanie nie jesteś już wyciszona — zawyrokował Dorian, marszcząc brwi. — Inkwizytorka nie będzie zadowolona.
— Dotknął cię duch wiary — przerwała mu Kasandra. — Solas sprowadził go do ciebie — poinformowała zdawkowo. — Pamiętasz nas?
W odpowiedzi, nadal zalewając się łzami, kiwnęła głową.
— Jesteś bezpieczna — powtórzył Cole, kucając przy niej.
Tym razem, gdy zalała ją fala spokoju, udało się jej uspokoić na tyle, by opanować łzy.
— I co teraz? — zapytał Varrik, spoglądając na Telyn jak na ciekawego rodzaju zwierzątko. — Powiemy Evelyn, że elfka ma się dobrze, a w dodatku odwróciliśmy skutek rytuału wyciszenia?
— Nie — ucięła Kasandra. — Cole ma rację. Powiemy, że nic się nie stało. — Zacisnęła mocniej usta, przyglądając się Telyn. — Evelyn nie jest na to gotowa — dodała ciszej. — Nie teraz.
— Świetnie, zaryczana elfka ma udawać wyciszoną. Brzmi jak plan — sarknął Dorian, odwracając się do Dalijki plecami.
— Zaraz… — Pociągnęła nosem. — Zaraz się opanuję. Naprawdę. Tylko ni-e… nie każcie mi więcej — poprosiła szybko, kręcąc głową. — To okropne. Jakby oglądać wszystko przez grubą szybę, zza której nikt nie może cię usłyszeć — mruknęła, ocierając łzy.
— To ciekawe spostrzeżenie — odezwał się zbliżający się do nich Solas. — I bardzo cenne. — Uśmiechnął się. — Jak się czujesz?
Kasandra podała jej rękę, więc skorzystała z pomocy, ale kolana zadrżały zdradliwie. Na szczęście mogła wesprzeć się na poszukiwaczce, co przyjęła z wdzięcznością oraz ulgą.
— Trochę słabo — powiedziała niepewnie. — I jestem trochę… — Wskazała ręką dokoła. — Przytłoczona tym wszystkim — wyszeptała. — Nie wyciszycie mnie, prawda? — zapytała asekuracyjnie, spoglądając podejrzliwie na Kasandrę.
— Cofnęliśmy skutki rytuału tylko po to, żeby cię znów wyciszyć — poinformował żartobliwie Varrik, ale widząc wykrzywioną przerażeniem twarz Telyn, zaraz dodał: — Żartowałem, nic ci nie grozi.
— Doprawdy. Widzę, że w kwestii poczucia humoru niewiele się zmieniło — mruknął Dorian. — Komendant będzie zachwycony.
— Komendant Rutherford? Cullen? — podchwyciła natychmiast. — Co z nim? Wszystko dobrze? — dopytywała. — Mam pewne… luki w pamięci — wyznała, starając się przypomnieć sobie wszystkie szczegóły.
— Loczek ma się dobrze. A przynajmniej miał, zanim zdążyliśmy wyjechać — zapewnił krasnolud. — To na jego prośbę podjęliśmy się próby odwrócenia rytuału.
— Prosił o to? — zdziwiła się.
— Nie dosłownie — poinformowała Kasandra. — Komendant… cóż — urwała, nie bardzo wiedząc, jak sformułować swoje myśli.
— Komendant ciasne-portki… — zaczął Dorian, ale Telyn zaraz szturchnęła go w ramię.
— Nie mów tak o nim! — Zmarszczyła groźnie brwi i nos, wpatrując się z nieskrywaną wrogością na Doriana, który uśmiechnął się lekko.
— Niech ci będzie, pan komendant zdążył bardzo cię polubić. — wyjaśnił.
Elfka pokręciła tylko głową, nie chcąc dać się wciągnąć w jałową dyskusję z magiem. Na szczęście Kasandra poprowadziła ją na bok.
— Mimo że byłaś wyciszona, okazałaś mu wiele dobra i zrozumienia, kiedy cierpiał — mruknęła, podprowadzając ją do siedziska zrobionego z ułożonych na sobie futer. — Byłaś przy nim w wielu trudnych chwilach. Myślę, że nikt od… bardzo dawna nie zrobił dla niego czegoś tak dobrego i bezinteresownego — mruknęła trochę ciszej, spoglądając pobłażliwie na kłócących się Doriana oraz Varrika. — Cullen poczuł się w obowiązku, by zrobić coś dobrego dla ciebie, rozumiesz? — zapytała, wbijając w nią przeszywające spojrzenie.
— Rozumiem — odparła po chwili wahania.
— Nikt nie oczekuje od ciebie, że rzucisz całe swoje życie, które właśnie otrzymałaś i zostaniesz na zawsze w Podniebnej Twierdzy, ale… myślałaś już o tym, co zrobisz z tym darem?
Nie myślała o tym. Nie miała kiedy.
— Powinnam wrócić do klanu, do lasu, do… — urwała, czując, jak zimna pętla zaciskała się na jej przełyku. — Minęło ponad pół roku — wyszeptała, opuszczając głowę i ukrywając twarz w dłoniach. — Wątpię, by na mnie czekali — wyznała, uśmiechając się gorzko. — Może to dziwne — zaczęła już pewniejszym głosem. — Ale chcę pomóc Cullenowi — powiedziała, spoglądając kątem oka na Kasandrę. — Nie powinien przechodzić przez to sam.
— Cieszy mnie, że tak uważasz — przyznała poszukiwaczka. — A twoje wcześniejsze wspomnienia… — zmieniła temat. — Bo pamiętasz to wszystko, prawda?
Telyn westchnęła cicho.
— Pamiętam.
— Żywisz odnośnie nich jakieś… uczucia? Oczywiście nie musisz odpowiadać — powiedziała natychmiast Kasandra, widząc, że Telyn posłała jej nieco zdziwione spojrzenie.
— To nie takie proste. Nie potrafię nazwać tego, co… — Wzruszyła ramionami. — Nie czułam? Tak powinnam powiedzieć? — zamyśliła się, marszcząc brwi. — Dopiero teraz zaczynam wiązać jakieś emocje z tamtymi zdarzeniami.
— Z pewnością to trudne — powiedziała Kasandra. — Wiesz, że Inkwizytorka jest o ciebie… cóż, zazdrosna? — zapytała jeszcze. — Uważa, że komendant zaczął żywić do ciebie niezdrowe uczucia.
Elfka otworzyła szerzej oczy.
— Nie chciałam jej go odbierać — mruknęła zszokowana.
— W to nie wątpię — zgodziła się Kasandra. — Musimy ją jednak przygotować na to, że nie jesteś już wyciszona. To może być dla niej szok.
— Dla mnie to też szok, możesz mi wierzyć — powiedziała cicho, widząc, że poszukiwaczka wstała, by podejść do rozpalanego właśnie ogniska.
— Wierzę. A teraz odpocznij — poleciła. — Cole będzie przy tobie, gdybyś nie radziła sobie z emocjami. Cole jest…
— Wiem, czym jest Cole — wtrąciła się, posyłając jej lekki uśmiech.
— To dobrze. Przygotuj się, bo kiedy wrócimy do Podniebnej Twierdzy, będziesz musiała opanować emocje.

Nie pocieszało jej to. Miała ochotę na zmianę krzyczeć, płakać i może histerycznie się śmiać.

5 komentarzy:

  1. Czyli teraz będą wrzucane 2 rozdziały dziennie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze nie wiem, znowu zostałam zmuszona do opublikowania czegoś więcej, niż zamierzałam. :D

      Usuń
  2. Evelyn chciała się pozbyć rywalki, a tu czeka ją niemała niespodzianka. Mam nadzieję, że nie dowie się za szybko, ze Telyn nie jest już Wyciszoną.I Cullen również - ciekawie byłoby obserwować ich relacje, podczas gdy Loczek wciąż sądziłby, że dziewczyna nic ni czuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zamiaru sprawiać, żeby od razu się dowiedziało jedno czy drugie. ;)

      Usuń
  3. Gdzie są kolejne rozdziały?! >.<

    OdpowiedzUsuń