poniedziałek, 24 października 2016

Wyciszona: III

Tym razem część dłuższa. W następnej będzie się działo, to mogę Wam obiecać. ;)
________________

Kilka kolejnych dni minęło bez większych rewelacji, za co Cullen dziękował Stwórcy. Zdążył przyzwyczaić się do zwykle milczącej elfki kręcącej się gdzieś po jego gabinecie. Nawet jej pusty, przenikliwy wzrok stał się mniej dokuczliwy, a momentami przyłapywał się na tym, że w ogóle mu nie przeszkadzał. Coraz częściej zdarzało mu się, że w podziękowaniu za jej pracę po prostu się do niej uśmiechał. Telyn najprawdopodobniej rozumiała gest, bo szybko nauczyła się prosić o kolejne zadanie lub sama znajdowała sobie kolejne zajęcie, kiwnąwszy uprzednio głową. Poza tym bardzo cenił w niej to, że często pozwalała mu zapomnieć o swojej obecności. Poruszała się naprawdę cicho oraz nie zwracała na siebie uwagi, jeśli nie widziała takiej konieczności.
Mimo wszystko za każdym razem czuł się nieco zaskoczony, kiedy przynosiła mu obiad lub kolację. Tylko w tych chwilach wytchnienia pozwalał sobie na to, by przyglądać się jej nieco dłużej – Telyn i tak nie zwracała na to szczególnej uwagi. Czasem przyłapywał się na tym, że zwracał uwagę na jej wygląd, choć, oczywiście, nie miał na myśli nic złego. Zdarzało się, że czuł smutek przez to, że została brutalnie wyciągnięta ze swego świata. Pewnie, gdyby nie była wyciszona, zaklasyfikowałby to uczucie do czegoś w rodzaju koleżeńskiej troski.
Miała sięgające łopatek, ciemnorude, wiecznie zmierzwione włosy. Komendant zastanawiał się czasem, czy były tak niesforne jak jego własne i Telyn nie potrafiła nad nimi zapanować czy też nigdy specjalnie jej to nie obchodziło. Miała całkiem ładne rysy twarzy, a piegi tylko dodawały jej uroku; gdyby nie była wyciszona, pewnie miałaby w Inkwizycji kilku adoratorów. Jak wszystkie elfy, wydawała się Cullenowi nieco nienaturalnie szczupła, może nawet krucha, ale nigdy nie skarżyła się na fizyczne zmęczenie. O psychicznym, z oczywistych powodów, ciężko było mówić.
Tego dnia czuł się wyjątkowo paskudnie. Cały czas balansował na granicy świadomości, ale starał się nie pozwolić przeszłości, by go nawiedziła. Ostatnim razem uderzył Telyn – nie mógł dopuścić do tego kolejny raz.
— Inkwizytor Trevelyan wróciła i zarządziła naradę — poinformował, szykując się do wyjścia. — Zostawię cię samą, dasz sobie radę? Gdyby coś się działo, wiesz, gdzie mnie szukać.
W odpowiedzi, do czego zdążył się już przyzwyczaić, skinęła głową, a potem podniosła się z miejsca przy biurku, które zwykła zajmować. Uniosła lekko rękę, machając mu na pożegnanie i skłoniła głowę.
— Machasz na pożegnanie? — zdziwił się.
Telyn spojrzała na swoją uniesioną dłoń, przechylając lekko głowę.
— Nie powinnam? — zapytała. — Widziałam, jak machał pan na pożegnanie sierżantowi Rylenowi. Pomyślałam, że tak się robi — wytłumaczyła się spokojnie, opuszczając rękę.
— To mniej oficjalne pożegnanie — wyjaśnił z braku lepszego słowa. — W ten sposób żegnają się osoby, które się znają i lubią — dodał jeszcze, widząc, że Telyn starała się zrozumieć ten tok myślenia.
— Nie bardzo rozumiem — przyznała w końcu. — Znamy się — zaczęła, ale zaraz urwała, zastanawiając się, czy ich relację mogłaby określić lubieniem się.
W końcu nieco skołowana opuściła spojrzenie, a Cullen uśmiechnął się ponuro. Właśnie w takich chwilach bolało go to, że Telyn nie znała uczuć i nie potrafiła rozróżnić tak prostych zachowań.
— Lubi mnie pan? — zapytała nieoczekiwanie. — Minaeve mówi, że lubić kogoś, to chcieć spędzać z nim czas i rozmawiać. I pomagać sobie wzajemnie.
W pewien pokręcony sposób rozumiał jej tok myślenia. Faktycznie spędzali ze sobą dużo czasu, rozmawiali, choć nieczęsto, i pomagali sobie. A przynajmniej ona pomagała jemu.
— Lubię — powiedział spokojnie. — A ty?
Zamilkła na dłużej, wbijając w niego przeszywające spojrzenie.
— Myślę… — zaczęła zaskakująco niepewnie, jakby nie potrafiła ubrać w słowa swoich myśli. — Że gdybym nie była wyciszona, mogłabym pana lubić.
Nie odpowiedział, zamiast tego uniósł dłoń i pomachał do niej. Wtedy sama powtórzyła gest i pożegnała go:
— Do zobaczenia, komendancie.
Wyszedł, uśmiechając się lekko. Jak na wyciszoną szybko uczyła się społecznych zachowań. Żałował tylko, że pewnie sama ich nie rozumiała, a tego typu gesty były odbiciem tego, co udało się jej podpatrzeć u niego.
Odetchnął głęboko, mając nadzieję, że dotlenienie się pomoże mu odegnać chociaż trochę ćmiącego bólu głowy. Ostatnio lepiej się wysypiał, bo dzięki Telyn mógł wygospodarować trochę więcej czasu na sen, ale wczoraj dostał kilka zaległych raportów już po tym, jak odesłał elfkę i zasiedział się do późna. Niewyspanie, jak przypuszczał, szybko przełożyło się na to, jak się czuł.
— Dzień dobry — przywitał się, zdając sobie sprawę, że z rozpoczęciem narady czekano już tylko na niego. — Jak wyprawa na Sztormowe Wybrzeże? — zapytał pogodnie, ale zaraz spochmurniał, widząc ponury wyraz twarzy Evelyn.
Bez słowa podała mu raport, którego wcześniej mu nie dostarczono. Przebiegał wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu, nie wierząc w to, co właśnie czytał.
— Jak to: nikt nie przeżył? — przeczytał i spojrzał wściekle na Inkwizytorkę. — Poświęciłaś cały oddział dla otwarcia jakieś głupiej skrzyni? — warknął, rzucając plik kartek na stół.
— Chodziło o Szarych Strażników — żachnęła się, zakładając ręce na piersi.
— Mogłaś się wycofać, poprosić o wsparcie! — wypomniał jej, kompletnie nie rozumiejąc jej decyzji.
— Wiesz przecież, jak ważne są…
— Nie za wszelką cenę — wtrąciła się Leliana. — Komendant Rutherford ma rację, wasza czcigodność. — Posyłanie całego oddziału na rzeź z powodu starej skrzyni nie było mądrym posunięciem.

Po naradzie był wściekły. Do samego jej końca starał się milczeć, jeśli pozwalała na to sytuacja, bo w innym wypadku pewnie powiedziałby Evelyn kilka ostrych słów. W dodatku ból głowy nasilił się znacznie i prosił Stwórcę o to, by czym prędzej mógł zaszyć się w swoim gabinecie.
— Możemy porozmawiać? — poprosiła Inkwizytor Trevelyan, kiedy narada wreszcie dobiegła końca.
— O tym, jak nie szanujesz życia naszych żołnierzy? — żachnął się. —  To nie mięso armatnie!
Evelyn skuliła się w sobie, obejmując się ramionami.
— Chciałam zapytać o to, jak radzisz sobie z Telyn — mruknęła.
Cullen przewrócił oczami na tę nagłą zmianę tematu.
— Dobrze — odparł lakonicznie.
— To… dobrze — dodała, wzdychając ciężko. — Nie chcesz zrezygnować z jej pomocy? Kiedy ci ją zaproponowałam, nie wyglądałeś na zadowolonego.
Zmarszczył brwi, myśląc o czekającej na niego asystentce.
— Jest pomocna, łatwiej mi z nią pracować — przyznał już bez zawstydzenia. — Poza tym jest bardzo cicha i nie narzuca się niepotrzebnie.
Właściwie pomyślał o tym, że Telyn była jak dobry żołnierz. Wykonywała rozkazy bez niepotrzebnego kwestionowania.
— Czyli nie chcesz zrezygnować z jej pomocy? — upewniła się.
— Nie, na razie nie — odparł. — Poinformuję cię, jeśli coś się zmieni.
— Cullen… — zaczęła, kiedy już szykował się do odwrotu, uznając temat za wyczerpany. — Długo będziesz się gniewał? — zapytała półszeptem.
W odpowiedzi parsknął i pokręcił z niedowierzeniem głową.
— Ludzkie życie nie jest czymś, o czym możesz bez konsekwencji decydować, Evelyn — powiedział poirytowany. — Może i naznaczyła cię Andrasta, ale to nie daje ci prawa do stawiania się w roli Stwórcy.

***

Telyn nadal siedziała na swoim miejscu, zajmując się czytaniem korespondencji, kiedy wrócił. Wpatrywała się w niego bez słowa, kiedy zasiadł za biurkiem. Nie odzywała się nawet, gdy Cullen oparł łokcie o biurko i, zamiast zabrać się do pracy, ukrył twarz w dłoniach. Bezmyślnie sama przerwała pracę, czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony komendanta, ale ta długo nie nadchodziła.
— Wszystko w porządku? — zapytała w końcu.
— Tak — odparł natychmiast dziwnym głosem. — Nie — poprawił się, podnosząc na nią wzrok.
— Nie rozumiem — powiedziała, wyprostowując się na krześle.
— Nie oczekuję, że zrozumiesz… — mruknął, opadając na oparcie krzesła.
— Źle się pan czuje? — zapytała jeszcze.
Cullen zaśmiał się nieco histerycznie. Czasami naprawdę nienawidził tego, że była wyciszona. Wiedział, jak bardzo starała się mu pomóc, jak bardzo chciała go zrozumieć, ale choćby wspięła się na wyżyny swojego schematycznego, logicznego myślenia, nie mogła.
— Nawet nie wiesz jak bardzo — wyszeptał, pocierając twarz. — Wiesz, po czym poznać złego dowódcę? — zapytał. — Ja wiem, bo sam nim byłem — oznajmił, nie wiedząc, dlaczego tak właściwie się jej zwierzał. — Byłem templariuszem służącym w kręgu maginów. Miałem ich pilnować, chronić przed nimi samymi — wyrzucił z obrzydzeniem. — Zamiast tego wyżywałem się na nich za to, jak potraktowano mnie dawniej. Evelyn się nie wyżywa — mruknął zrezygnowany. — Robi coś znacznie gorszego. — Pokręcił głową i spojrzał na Telyn, która nadal siedziała na krześle, w skupieniu rejestrując każde jego słowo. — Szafuje ludzkim życiem tam, gdzie nie jest to potrzebne. Wymordowali przez nią cały oddział.
Pokręcił głową, milknąc na chwilę. Ból stawał się nie do zniesienia, dlatego przekręcił klucz w szufladzie, w której schował lyrium, a potem podał go Telyn. Bez pytania wyciągnęła dłoń, odbierając od niego przedmiot.
— Zabierz to. I odejdź. Chcę być sam — powiedział, podnosząc się, a elfka poszła jego śladem.
— Nic panu nie będzie? — zapytała, ściskając klucz do szuflady.
— Nie — mruknął, czekając, aż odejdzie.
— Czy mam wrócić później?
— Wróć jutro. Masz wolne do końca dnia — powiedział cicho, starając się opanować drżenie dłoni.
Telyn przeszła do wieży, na parterze której mieszkał Solas, niemal bezgłośnie, wpatrując się w klucz, który dał jej Cullen. Co powinna z nim zrobić? Chciał, żeby go zabrała? Chyba powinna zwrócić go kolejnego dnia. Skoro nie chciał mieć dostępu do szuflady, może źle się poczuł? Ale dlaczego w takim razie ją odesłał? Przecież powinna mu pomagać.
— Minaeve? — zapytała, spostrzegłszy elfkę stojącą przy jednym z dużych stołów.
— Tak? Komendant cię przysłał?
— Nie — odpowiedziała spokojnie, zaciskając palce na kluczu. — Chciałam o coś zapytać — wyjaśniła spokojnie, wpatrując się w Minaeve bez wyrazu.
— Słucham więc, co takiego chciałabyś wiedzieć? — elfka zaprosiła ją gestem, by podeszła bliżej.

***

Zatrzymała się przed drzwiami, zastanawiając się, czy postępowała słusznie. Może powinna zapytać Minaeve, czy powinna to zrobić? Właściwie niewiele wiedziała o takich sprawach, a wspomnienia z klanu wydawały się nieco mgliste. Wprawdzie otrzymała odpowiedź na swoje pytanie i przynajmniej w teorii wiedziała, co powinna zrobić, ale nie miała pojęcia, czy dobrze zrozumiała jej wskazówki.
Zapukała do drzwi. Odpowiedziała jej cisza. Nieco bezmyślnie zdecydowała się jednak na to, by wejść do środka. Zgodnie z zaleceniami Inkwizytor Trevelyan powinna zająć się komendantem najlepiej, jak umiała, a to mogło oznaczać niesubordynację. Tak, jak się spodziewała, zastała go kulącego się na podłodze, ale wyglądało na to, że nie stracił świadomości, bo spojrzał na nią gniewnie i natychmiast spróbował unieść się na łokciach.
— Kazałem ci odejść — wychrypiał z bólem, ale Telyn zupełnie go zignorowała.
Podeszła do niego spokojnie, nadal się nie odzywając. Kiedy z trudem uniósł się do siadu, sama usiadła przy nim. Obserwował ją, mrugając szybko. Zaczerwienione oczy piekły mocno, ale starał się utrzymać je otwarte. Przez moment miał wrażenie, że umysł płatał mu figle i Telyn wcale przy nim nie było. Ku jego zaskoczeniu wyciągnęła do niego ręce. Zanim zdążył zareagować, objęła go mocno, przyciągając do siebie jego głowę.
Jej ręce ułożyły się najpierw nieco niezdarnie, ale po chwili obejmowała go zdecydowanie pewniej. Czując ciepło ciała Telyn, niemal instynktownie sam się w nią wtulił, pozwalając na to, by położyła dłoń na jego głowie, przeczesując lekko wilgotne od potu włosy. Wkrótce oparła usta o jego głowę i odetchnęła nieco swobodniej.
Cullen poczuł, jak szloch ścisnął mu gardło. Nie zapanował nad łzami, które po chwili popłynęły po policzkach.
— Chcę pomóc — powiedziała, ściszając głos, gdy przypominała sobie rady Minaeve.
Nie rozumiała, dlaczego w takich chwilach należało mówić ciszej, ale przecież mogła to zrobić.
W odpowiedzi wtulił się w nią mocniej, wydając z siebie krótki, pełen bólu jęk. Nawet jeśli chciał, nie był w stanie nic do niej powiedzieć. Wsłuchiwał się w jej miarowy oddech i spokojne bicie serca. Była wyciszoną, a jednak okazała mu tyle… dobroci, żeby nie powiedzieć: serca. Pomagała mu przy pracy, wysłuchiwała go, kiedy tylko tego zechciał, kryła go nawet przed samą Inkwizytorką. A teraz poszła pewnie zapytać kogoś, co powinna zrobić, by go pocieszyć.
Nie potrafił wierzyć w to, że wyciszeni niczego nie czuli. Nie tak do końca. Gdyby faktycznie nic jej nie obchodził, nie byłoby jej przy nim. Prawda?
— To boli — wykrztusił, kiedy uspokoił oddech. — Nie dam rady, nie mogę już dłużej.
Nie wiedziała, co powinna mu powiedzieć. Minaeve nie przekazała jej aż tak szczegółowych informacji. Ale czuła, że powinna coś powiedzieć. Tylko co?
— To minie — zapewniła, nie wiedząc nawet, czy mówiła prawdę.
W końcu Minaeve powiedziała jej, że ludzie czasem pocieszają się w ten sposób. Potrzebowali, by w coś wierzyć. Mogła mówić mu takie rzeczy, nawet jeśli sama nie do końca była ich pewna.
Ukrył twarz w jej szacie, zalewając się kolejnymi łzami. Na miłość Stwórcy, ze wszystkich istot żyjących w całym Thedas została przy nim akurat ona. A on nawet nie potrafił się odwdzięczyć.

***

Obudził się, ku swojemu zaskoczeniu, na leżance. Choć pamiętał, że ostatnim razem znajdował się na podłodze. Uniósł się czym prędzej, chcąc sprawdzić, gdzie była Telyn. Jeszcze bardziej zaskoczyło go to, że siedziała przy jego biurku, notując coś spokojnie.
— Dzień dobry, komendancie — powitała go, ani na chwilę nie odrywając wzroku od kartki. — Przygotowałam dla pana misę z wodą i przyniosłam śniadanie.
— Śniadanie? — wychrypiał, ale zaraz odchrząknął.
Elfka podniosła na niego spojrzenie pustych oczu.
— Siedziałaś tu ze mną całą noc? — zapytał nieco bardziej zdenerwowanym tonem, niż zamierzał. — Zwariowałaś?
— Poszłam do siebie, gdy zgodził się pan położyć — odpowiedziała spokojnie. — Wróciłam rankiem — poinformowała, widząc, że zmarszczył czoło. — Proponuję, żeby się pan odświeżył i zjadł śniadanie, ponieważ Inkwizytor Trevelyan prosi o pilne spotkanie w sprawie apostaty z Kirkwall. Powiedziała, że będzie pan wiedział, o kogo chodzi — oznajmiła, wracając do notowania. — Przybył z nim Sebastian Vael.
— Anders… — wydusił zaskoczony.
— Nie przekazano mi informacji odnośnie imienia apostaty — powiedziała, odkładając zapisaną kartkę na bok.
Wrócił do niej, kiedy się umył i przebrał. Śniadanie jadł, siedząc na leżance, do której całkiem zdążył się przyzwyczaić. Gdyby nie pomoc Telyn, pewnie nigdy by jej nie odkrył. Przyglądał się elfce, szybko zdając sobie sprawę, że przepisywała za niego raport, którego kopię powinny otrzymać Inkwizytorka, Leliana oraz Josephine.
— Chodź — kazał jej. — Możesz być potrzebna.
Bez słowa dokończyła ostatnie zdanie, skinęła głową, a potem posłusznie podążyła jego śladem. Nie przeszli daleko, bo Evelyn przebywała właśnie w sali tronowej, siedząc przy stole z Varrikiem, który opowiadał jej o Andersie.
— Anders jest niebezpieczny — mruknął krasnolud, marszcząc brwi. — Może wyrządzić wiele szkód nawet wtedy, gdy jest zakuty. Proponuję nie zbliżać się, jeśli nie będzie takiej potrzeby. I tym bardziej nie posyłać Loczka — dodał, widząc zbliżającego się komendanta. — Anders ma uczulenie na templariuszy.
— Byłych też? — podchwycił Cullen, przewracając oczami.
— Witamy, komendancie, Telyn — przywitała przybyłych Evelyn, a potem zwróciła się do Varrika: — Ty odmówiłeś przesłuchania Andersa, rozumiem, że kiedyś się przyjaźniliście — powiedziała bez przekonania. — Dlatego pomyślałam o Cullenie. Z twoich opowieści wynika, że go znał.
— Ledwie — wtrącił się komendant. — Pałętał się tam, gdzie Hawke i zwykle oznaczało to kłopoty — mruknął, uśmiechając się krzywo. — Wygląda na to, że niewiele się zmieniło.
— Ostatnim razem wysadził całą świątynię w powietrze. Co złego może stać się tym razem? — parsknął Varrik.
— Na stałe znajduje się przy nim dwóch templariuszy, którzy są gotowi odciąć jego dopływ mocy w każdej chwili. Sytuacja jest pod kontrolą — zapewniła Inkwizytorka. — Widzę, że nie ruszasz się nigdzie bez swojej asystentki — dodała, wskazując na milczącą dotychczas Telyn.
— Pomyślałem, że może się przydać — mruknął, spoglądając na elfkę niepewnie.
Telyn posłała mu nieobecne spojrzenie, przechylając głowę. Zimny dreszcz przeszedł wzdłuż jego pleców na wspomnienie poprzedniego wieczoru. Jej zachowanie nie było normalne. Żaden wyciszony nie reagowałby w ten sposób.
— Faktycznie, jeśli masz go przesłuchać, Telyn może notować, prawda? — zwróciła się do niej Evelyn.
— Tak, wasza czcigodność — zgodziła się tylko.
— Będziesz mógł bardziej skupić się na więźniu. — Uśmiechnęła się do niego.
— Potrzebujemy jakichś konkretnych informacji? — zapytał, unosząc lekko brwi.
— Mam go osądzić, więc dobrze byłoby wiedzieć, dlaczego popełnił tak haniebny czyn i czy szczerze tego żałuje — poinformowała, a Varrik parsknął głośno. — Coś nie tak?
— Stawiam cały dochód z mojej najnowszej książki, że żałować może jedynie tego, że wymordował tam za mało templariuszy — mruknął bardziej do siebie. — Życzę powodzenia, mnie w to nie mieszajcie — oznajmił głośniej, unosząc ręce w poddańczym geście. — Najlepiej w ogóle nie mówcie mu, że tu jestem.
Evelyn przez chwilę obserwowała plecy odchodzącego krasnoluda, a potem zwróciła się do Cullena, patrząc na niego ze zmartwieniem:
— Wchodzę rano do twojego gabinetu i zastaję cię leżącego na niezbyt wygodnej leżance, podczas gdy twoja asystentka siedzi za twoim biurkiem — powiedziała, marszcząc brwi. — Powiesz mi, co się stało?
— Pracowaliśmy do późna, przysnąłem — odparł spokojnie. — Prawda, Telyn? — Spojrzał na nią wyczekująco, a Evelyn podążyła za jego wzrokiem.
Elfka w odpowiedzi kiwnęła tylko głową, zgadzając się ze słowami komendanta i wpatrując się w niego intensywnie. Zastanawiał się, jak to możliwe, że kłamstwo przychodziło jej z taką łatwością. Większość wyciszonych od razu powiedziałaby prawdę.
— To nic, czym mogłabyś się martwić, wasza czcigodność — zapewnił ją.
Inkwizytorka złapała jednak jego rękę, ujmując ją obiema dłońmi.
— Evelyn wystarczy — powiedziała, uśmiechając się lekko. — Pamiętaj, że zawsze możesz przyjść i porozmawiać.
— Wiem — potwierdził, czując się nieco nieswojo, kiedy tak otwarcie okazywała mu uczucia, o które wcale jej nie prosił. — Dziękuję… Evelyn, ale radzim… — odchrząknął. — Radzę sobie.
W końcu miał Telyn, która była przy nim w tych najgorszych chwilach. Jej spokojny oddech i równe bicie serca uspokajały go w dziwny sposób, przypominając, że sam powinien w ten sposób oddychać. Poza tym wczoraj, kiedy nie widział jej pustych oczu, miał wrażenie, że obejmowała go zwykła osoba. Na moment zapomniał, że Telyn była wyciszoną.
— Chodź, Telyn — powiedział do elfki. — Słyszałaś, przydasz się, będziesz notować.
— Oczywiście, panie komendancie — zgodziła się natychmiast.
Posłusznie podążyła za Cullenem, wpatrując się w jego plecy. Kiedy tylko wyszli na zewnątrz, zrównała się z nim krokiem, ściskając przy piersi podkładkę z pergaminem, kałamarz i pióro.
— Znowu skłamałaś — wytknął jej, gdy oddalili się na tyle, by nikt ich nie usłyszał.
Telyn nie skomentowała tej uwagi.
— Wiesz, że mogłabyś powiedzieć prawdę? — mruknął jeszcze po chwili.
— Wiem — odparła bez emocji.
— Dlaczego mnie nie wydasz?
Posłała mu jedno z tych intensywnych, przeszywających na wylot spojrzeń. Prawie spłonął rumieńcem, gdy zdał sobie sprawę, że świadomie ją do nich prowokował.
— A chciałby pan tego? — zapytała, przechylając głowę.
Nie miał pojęcia, skąd się tego nauczyła, ale to również zdążył zauważyć. Zawsze, gdy pytała go o coś związanego bezpośrednio z jego uczuciami, nieznacznie pochylała głowę na bok.
— Nie, tak jest dobrze — powiedział, posyłając jej lekki uśmiech. — Zejdziemy teraz do cel. Słyszałaś Varrika, Anders może być niebezpieczny, więc się do niego nie zbliżaj — poinstruował ją na wszelki wypadek. — Nie chciałbym, żeby coś ci się stało.
— Oczywiście, komendancie.
Kolejna rzecz, którą zauważył: kiedy byli sami, rzadziej w rozmowie z nim dodawała „pan”. Co innego, kiedy sytuacja była bardziej oficjalna.
— Możesz mi mówić po imieniu — zaproponował. — W końcu ustaliliśmy, że się lubimy, prawda? — posłał jej kolejny uśmiech.
W odpowiedzi ponownie na niego spojrzała, zgadzając się skinięciem głowy.

5 komentarzy:

  1. Ciekawe byłoby gdyby Anders odmienił na chwilę Telyn tak jak to zrobił w DA II ze swoim znajomym wyciszonym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i co ja mam Ci powiedzieć? Zaspoilerować, że tak właśnie będzie? ;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie podoba mi się lojalność Telyn wobec cullena. Wskazuje to też, że jest wyjątkowa, nawet będąc Wyciszoną. Aż boje się co wymyśli Anders. Ja go w dwójce uśmierciłam, bo facet jak nikt potrafi namieszać. Zwłaszcza, ze jest szalony. Ciekawe co narozrabia tutaj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Andersa oszczędziłam, ale nie mogę powiedzieć, żebym darzyła go wyjątkową sympatią. Chociaż romansowałam i z nim i z Fenrisem (Merill jakoś nie polubiłam). :D

      Usuń