niedziela, 23 października 2016

Wyciszona: I

Świeca zdążyła się już prawie dopalić, kiedy przełożył kolejny z przeczytanych raportów. Ze zmęczeniem przyjrzał się dwóm nierównym stosikom i złapał się na tym, że nie pamiętał, po której stronie znajdowały się przeczytane dokumenty. Najprawdopodobniej zdążył je wymieszać, więc będzie musiał wszystko posegregować, westchnął ciężko, przecierając twarz dłońmi.
Ostatnie dni były dla niego naprawdę trudne. Przyznał się Inkwizytorce do walki z uzależnieniem. Ta rozmowa wiele go kosztowała, bo nie dość, że nie należała do najłatwiejszych, to jeszcze obawiał się tego, jak Evelyn mogłaby odebrać jego decyzję. Ostatecznie mógł cieszyć się jej poparciem, choć z każdym dniem coraz bardziej wątpił w to, że da sobie radę.
Objawy nasilały się każdego dnia bardziej i bardziej – szczególnie wieczorami, kiedy był już naprawdę zmęczony. Poprzysiągł jednak, że nie ofiaruje Inkwizycji mniej niż Zakonowi, co motywowało go do dalszej pracy, niekoniecznie tak efektywnej, jakby sobie tego życzył. Ponadto śnił coraz mroczniejsze koszmary, do których nie przyznał się nikomu. Przeszłość nawiedzała go w najokrutniejszy możliwy sposób i nie potrafił nic na to poradzić. Budził się z krzykiem na ustach, zlany zimnym potem, obolały oraz przerażony, nie potrafiąc odróżnić rzeczywistości od snu.
— Wejść — polecił zachrypłym głosem, gdy usłyszał pukanie.
Zastanawiał się, kto o tak nieludzkiej porze, poza nim oczywiście, mógł nadal być na nogach. Przeczesał palcami opadające na czoło włosy, starając się wyglądać na tyle nienagannie, jak było to możliwe, ale doskonale zdawał sobie sprawę, jak bardzo zmęczenie oraz ból odciskały się na jego twarzy.
— Dobry wieczór, komendancie — powitała go Evelyn, rozglądając się po gabinecie.
W odpowiedzi kiwnął głową, posyłając jej nieco wymuszony uśmiech. Już miał zapytać, w jakim celu go odwiedziła, kiedy zamknęła za sobą drzwi, by zaraz przysiąść na biurku i spojrzeć na niego pełnym zmartwienia spojrzeniem.
— Przemęczasz się — oznajmiła zatroskanym tonem. — Pomyślałam, że może przyda ci się pomoc — mruknęła ostrożnie, badając jego reakcję.
Cullen zmrużył lekko oczy, ułożył łokcie na blacie i oparł twarz o splecione dłonie.
— Evelyn, radzę sobie — odparł zmęczonym tonem.
— Próbujesz przekonać siebie czy mnie? — zapytała z cieniem uśmiechu tańczącym w kącikach ust. — Nie szukam dla ciebie zastępstwa — zapewniła go, widząc niepewność malującą się na jego twarzy. — Chcę znaleźć ci kogoś, kto trochę cię odciąży — poinformowała ugodowo.
— Nie wiem, czy to dobry pomysł — stwierdził, opuszczając wzrok na zawalone przemieszanymi papierami biurko.
— Nie chcę robić z tego rozkazu, Cullenie. To propozycja — powiedziała spokojnie, wskazując ręką porozrzucane dokumenty. — Zobacz, niektóre leżą nawet na podłodze — dodała ciszej, kręcąc lekko głową. — Szanuję twoją decyzję odnośnie lyrium i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jakie niesie ze sobą konsekwencje. Pozwól sobie pomóc — poprosiła.
Milczał przez chwilę, wpatrując się w Evelyn zamyślonym spojrzeniem. Nie wyglądał na przekonanego, ale przesunęła się tak, by siedzieć bliżej niego i ułożyła rękę na jego ramieniu, ściskając je lekko.
— Jeśli nie wyjdzie, zawsze będziesz mógł zrezygnować. Obiecuję — zapewniła, posyłając mu ciepły uśmiech. — Robię to dla twojego dobra.
— Niech będzie — skapitulował.
Nie sądził, żeby coś takiego w ogóle mogło zdać egzamin. Nie miał nawet pojęcia, co Evelyn wymyśliła, ale wolał nie pytać o szczegóły. Zgodził się po to, żeby nie było jej przykro – widział przecież, jak bardzo chciała, by chociaż spróbował tego, co wymyśliła. Potem zwyczajnie powie Inkwizytorce, że plan nie wypalił i wróci do starego systemu pracy.
— Cieszę się — powiedziała po chwili milczenia, jakby nie mogła nadziwić się temu, że zgodził się tak szybko. — Przyjdź jutro rano do sali narad, dobrze? — poprosiła jeszcze. — Kogoś ci przedstawię. A teraz odpocznij, wyśpij się — poleciła. — Praca zaczeka, a od jutra będzie ci się łatwiej pracować.
Przytaknął tylko ruchem głowy i zesztywniał, gdy Evelyn dotknęła na moment jego policzka, gładząc go wierzchem dłoni. Spojrzała na niego czule, posyłając jeszcze jeden ciepły uśmiech. Poczuł się naprawdę nieswojo, ale nieco krzywo uniósł kąciki ust. Po chwili Inkwizytorki nie było już w jego gabinecie, a on odetchnął ciężko.
Evelyn Trevelyan była piękną kobietą, nie ulegało to wątpliwości. Cullen czasem przyłapywał się na czysto próżnym wpatrywaniu się w jej ładną twarz, ale poza tym… Nie chciał nikogo w swoim życiu. Nie czuł się na to gotowy, poza tym, Evelyn, choć ładna, zupełnie nie była w jego typie.
Po pierwsze: była magiem. To nie tak, że chciał ją w ten sposób w jakikolwiek sposób dyskryminować, ale nad pewnymi sprawami nie potrafił przejść do porządku dziennego. Lubił Inkwizytorkę, ale starał się trzymać na dystans. Magia nadal przerażała go tak bardzo, że profilaktycznie wolał trzymać się od niej z daleka, kiedy było to możliwe. Oczywiście Evelyn nigdy nie dała mu powodu do zmartwień, miał świadomość, że kontrolowała się w stu procentach, ale i tak, kiedy tylko wyczuł choćby krótkie wahnięcie magicznej energii, wzdłuż jego pleców przechodził zimny, nieprzyjemny dreszcz. Wiedział, że taka reakcja nigdy nie powinna u niego wystąpić, ale zwyczajnie nad tym nie panował. I zdecydowanie wolał, żeby nikt nigdy się o tym nie dowiedział.
Poza tym bał się tego, co wymyśliła Evelyn. Był komendantem Inkwizycji – żołnierze powinni widzieć w nim silnego przywódcę wojska. Każde okazanie słabości mogło umniejszyć jego wartości w ich oczach, a tego by nie zniósł.
Z drugiej strony nie mógł jednak kwestionować poleceń Inkwizytorki. A to przerażało go najbardziej. Bo, choć liczył na odzyskanie kontroli nad swoim życiem po odstawieniu lyrium, najwyraźniej nieświadomie upiął się na kolejnej smyczy.
Obudził go męczący ból głowy. Pół nocy nie spał, rozmyślając nad tym, co mogła wymyślić Evelyn. Obawiał się tego, co mogło przyjść jej do głowy. Nie czuł by się zbyt komfortowo z pałętającym się pod nogami pomocnikiem. Poza tym to oznaczałoby niemal natychmiastowy przepływ informacji między wszystkimi żołnierzami w koszarach. Bo nie wierzył w to, że Evelyn znalazłaby kogoś na tyle dyskretnego, by nie zdradził nikomu jego stanu. Oczywiście rozumiał, że plotki były naturalnym elementem życia w takiej społeczności, ale zdecydowanie wolał, by jego prywatne sprawy takie pozostały.
Zbyt pochopnie zgodził się na prośbę Inkwizytorki. Teraz było już zdecydowanie za późno na to, by się wycofać. Mógł szybciej przewidzieć to, do czego chciała go zmusić. Evelyn była naprawdę inteligentna. Doskonale wiedziała, co robiła, nachodząc go o tak późnej porze, kiedy był zbyt zmęczony, żeby szybko skojarzyć kilka pozornie prostych faktów. Zdecydowanie nie podobała mu się ta zagrywka, ale nie miał zamiaru wycofywać się z raz danego słowa.
Mógł liczyć jedynie na to, że uda mu się utrzymać w dość przyzwoitym stanie do czasu, aż zdoła przekazać Evelyn, że nie jest zadowolony z jej pomysłu i grzecznie zrezygnuje z korzystania z usług pomocnika.
Przeszedł po wewnętrznej blance, witając się z dwoma żołnierzami wybierającymi się na zmianę warty. Później minął komnatę Solasa, ale nie zastał w niej elfa, co niezmiernie go ucieszyło, bo nie przepadał za nim, jak myślał, z wzajemnością. Dalej było już prosto – wszedł do gabinetu Josephine, witając się z nią krótko. Zastanowiło go jej spojrzenie, które zdecydowanie mu się nie podobało, bo najprawdopodobniej wiedziała już, o co chodziło. Ambasadorka czym prędzej opuściła wzrok, notując coś z niesamowitym zapałem i Cullen poczuł męczącą suchość w ustach, która ostatecznie zaważyła na tym, że nie wypowiedział dręczącego go pytania. Odetchnął ciężko, kiedy do suchości dołączył jeszcze ćmiący ból głowy. Chyba nie był gotów na przejście do sali narad.
Zastanawiał się nawet, czy nie powinien skapitulować i zwyczajnie odejść, ale wtedy jego zachowanie zostałoby odebrane jako niepoważne. Próbował się jakoś uspokoić, w końcu każdy czasem potrzebował pomocy. Mógłby się wytłumaczyć szczególnym nawałem pracy, w końcu Inkwizycja podjęła ostatnio wiele poważnych przedsięwzięć. Budowali most w Emprise Du Lion, czego osobiście musiał dopilnować, poza tym od czasu do czasu doglądał szkoleń rekrutów i sam brał w nich udział, by nie wyjść z formy… choć ostatnio ogólne samopoczucie sprawiło, że i to ograniczył, nad czym strasznie ubolewał, bo lubił czasem się zmęczyć.
— Komendancie? — Usłyszał głos Evelyn.
Tak bardzo pogrążył się w swoich rozmyślaniach, że nie zdał sobie sprawy, kiedy przekroczył próg sali narad.
Zatrzymał się tuż za wejściem, wpatrując się w ciemnobrązowe oczy Inkwizytorki, choć poza nią zarejestrował jeszcze obecność dwóch innych osób w pomieszczeniu, ale bał się na nie spojrzeć. Kiwnął tylko głową na znak, że ją słyszał, bo obawiał się, że głos mógłby mieć ochrypły. Dopiero po chwili pozwolił sobie na odchrząknięcie.
— Minaeve już znasz — poinformowała, wskazując na stojąca przy niej elfkę. — Chciałabym jednak przedstawić ci Telyn. Myślę, że Minaeve opowie ci o niej więcej niż ja — urwała, wpatrując się w skołowanego Cullena.
Komendant przeniósł wzrok na stojącą nieco na uboczu kobietę, od razu zauważając tatuaż pokrywający jej twarz oraz spiczaste uszy. Dalijka? Przesunął spojrzeniem do jej oczu i coś nieprzyjemnie ścisnęło jego wnętrzności. Obojętny, pełen spokoju wzrok wycelowany był w niego, ale miał wrażenie, że bardziej wpatrywała się gdzieś w przestrzeń. Na jej twarzy malował się wyraz uprzejmego zdziwienia, którego tak bardzo nienawidził.
— Wyciszona — wychrypiał, zapominając o tym, że nie do końca oczyścił wcześniej gardło.
— Coś nie tak, komendancie? — podchwyciła Minaeve, spoglądając na spokojną Telyn, którą ta uwaga nie obeszła.
— Nie zgadzam się — powiedział mocniej, spoglądając na Evelyn.
— Już się zgodziłeś — przypomniała mu. — Proszę, chociaż spróbuj.
Był wściekły. Rzucił jeszcze raz niezadowolone spojrzenie twarzy bez wyrazu, starając się powstrzymać kilka ostrych słów cisnących mu się na usta, ale zaraz się opanował. Dlaczego reagował w ten sposób? Przecież to nie jej wina, że była wyciszona. Tłumaczenie nie pomogło, nadal czuł gniew.
— Dlaczego? — zapytał, nie przejmując się tym, że Minaeve nadal się temu przysłuchiwała.
— Uznałyśmy, że Telyn najbardziej będzie do ciebie pasować, komendancie — poinformowała elfka, czując się wywołana przed szereg.
— Nie pytam dlaczego ona ze wszystkich wyciszonych. Dlaczego wyciszona w ogóle? — wyrzucił z lekką urazą.
— Cullenie — mruknęła karcąco Evelyn. — Pomyślałam o wszystkim — zapewniła go nadal surowym tonem. — Chcesz uniknąć zbędnego współczucia, prawda? — Nie odpowiedział, zamiast tego zaciskając mocno usta. — Chcesz uniknąć rozpuszczenia plotek, prawda? — kontynuowała; tym razem odwrócił spojrzenie. — Cenisz sobie ciszę, tak?
— Evelyn, do czego zmierzasz? — mruknął, rozmasowując kark.
Czuł się zażenowany tą dyskusją.
— Uważasz, że niewyciszona osoba byłaby lepsza? — zapytała. — W jaki sposób?
Odpowiedziało jej milczenie. Westchnął ciężko, zdając sobie sprawę z tego, że miała rację. Zawsze mógł zrezygnować. Po prostu musiał się z nią przemęczyć tydzień, góra dwa. Może kilka dni, nie więcej. W kręgach spędził z wyciszonymi wiele czasu, ale nigdy ich nie rozumiał. Nie sądził, by teraz było inaczej. Chociaż faktycznie, Evelyn mogła mieć słuszność – w tym wypadku małomówność oraz brak uczuć elfki mogły być zaletą.
— W niczym. Przepraszam — skapitulował. — Po prostu… — zaczął, ale zaraz machnął ręką. — Niech będzie. Powinienem się… czegoś o niej dowiedzieć?
— Telyn nie zachowuje się jak przeciętny człowiek, komendancie — mruknęła nieco zniesmaczona Minaeve. — Ale to nie znaczy, że nie potrafi mówić. Jestem pewna, że chętnie odpowie na wszelkie pytania, jakie jej pan zada.

* * *

Wszedł do gabinetu, przepuszczając ją w drzwiach. Bardzo nie podobało mu się to, że towarzystwo Telyn sprawiało, że żołnierze skupiali na nich swoją uwagę. Poza tym czuł się w jej towarzystwie niezręcznie. Oczywiście nie była jakaś specjalna, każdego innego wyciszonego traktowałby tak samo. Wyciszeni byli po prostu w jego odczuciu czymś nienaturalnym. Ludzie, którzy nie potrafili śnić, czuć, byli po prostu marionetkami, powłokami, które nigdy nie powinny zaistnieć.
Odruchowo stanął za biurkiem, na moment zapominając o jej obecności, gdy zabrał się do pracy. Przez pewien stała w niemal zupełnym bezruchu, wpatrując się w przestrzeń. Odczekała jeszcze kilka chwil i w końcu zdecydowała się odezwać:
— Panie komendancie? Poinformowano mnie, że mam zostać pana asystentką i panu pomagać — oznajmiła. — Czy jest coś, czym mogę się zająć?
Wzdrygnął się, słysząc jej pusty, pozbawiony emocji głos.
— Nie wiem — mruknął poirytowany. — Nie przeszkadzaj, rób cokolwiek — rzucił, by się odczepiła. — Znajdź sobie jakieś zajęcie.
Wiedział, że powinien jej coś wyznaczyć, ale i tak nie odczułaby różnicy, gdyby kazał jej coś zrobić teraz lub później. Ku jego zaskoczeniu Telyn rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby analizowała jego układ, a potem ruszyła ku regałowi, którego nie zdążył jeszcze wypełnić. Przyglądał się jej uważnie. Obrzuciła obojętnym wzrokiem rozłożone w tej części gabinetu książki i złapała tę, która leżała najbliżej. Przeczytała umieszczony na grzbiecie tytuł i umieściła wolumin pośrodku jednej z półek. Po chwili elfka pochyliła się, zgarniając dwa kolejne tomiszcza, by znaleźć im nowe miejsce.
— Co robisz? — zapytał mimowolnie, choć doskonale wiedział, czym się zajmowała.
Telyn zatrzymała się wpół ruchu.
— Układam książki w porządku alfabetycznym — poinformowała go, odwracając ku niemu głowę. — Czy powinnam przestać?
Przez chwilę bezmyślnie wpatrywał się w jej twarz.
— Nie, pracuj dalej… — mruknął speszony przeszywającym spojrzeniem.
Wróciła do układania kolejnych woluminów na regale, sporadycznie przemieszczając niektóre z tych, które zdążyła wcześniej ustawić, jeśli brakowało miejsca, a znalazła tytuł, który powinien zostać ustawiony gdzieś pomiędzy innymi książkami.
Wiedział, że nie przeszkadzało jej to, jak bezczelnie ją obserwował, dlatego w przerwie między czytaniem jednego a drugiego raportu spoglądał na to, czym aktualnie się zajmowała. Ile mogła mieć lat? Zmarszczył brwi. Z pewnością nie więcej niż dwadzieścia pięć. Zawsze zastanawiał się, za co tak właściwie wyciszano niektórych magów. Właściwie mógł zapytać o wszystko. Nie uznałaby tego przecież za niestosowne, bo nie posiadała uczuć, które mógłby urazić, choć, naturalnie, nie miał zamiaru tego wykorzystywać.
— Dlaczego zostałaś wyciszona? — zapytał, starając się brzmieć naturalnie.
— Zbyt często się buntowałam. Zakon uznał, że bardziej przydam się, jeśli zostanę wyciszona — poinformowała krótko.
Cullen wrócił do czytania raportu z budowy mostu, choć tak naprawdę niespecjalnie potrafił się skupić na jego treści. Odpowiedź elfki w ogóle go nie zaskoczyła. Większość wyciszonych z pewnością odpowiedziałaby podobnie.
— Masz elfi tatuaż na twarzy — zauważył. — Kiedy trafiłaś do kręgu?
— Pół roku temu — odparła, nie przestając ustawiać książek.
Nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
— A… kiedy zostałaś wyciszona?
— Miesiąc temu — powiedziała, stając na palcach, by umieścić jakiś tytuł na najwyższej półce.
Coś przewróciło mu się w żołądku. Czy Zakon wyrwał ją z jej dalijskiego klanu, zmuszając do życia w kręgu, którego się bała? Z pewnością protestowała lub próbowała uciec, co ostatecznie poskutkowało wyciszeniem.
— I wyciszono cię za buntowanie się? — upewnił się jeszcze.
— Tak — potwierdziła tylko, nawet się nie odwracając.
Na kilkanaście następnych minut zanurzył się z powrotem w dokumentach, próbując przetworzyć te informacje. Życie w obcym kręgu musiało być dla niej koszmarem. Przez chwilę nawet jej współczuł, do czasu, aż nie zadał kolejnego pytania:
— Nie wolałabyś, żeby cię nie wyciszono?
— Nie.
Parsknął cicho. Właściwie nie wiedział, jakiej odpowiedzi spodziewał się po zadaniu tego pytania.
— Dlaczego? — dodał z ciekawości.
— Moje wcześniejsze zachowanie było niepoprawne — oznajmiła spokojnie. — W pewnych momentach mogło być niebezpieczne. Tak jest lepiej.
— Dla ciebie czy dla nich? — mruknął bardziej do siebie, ale najwyraźniej go usłyszała, bo przerwała wykonywaną właśnie czynność, by odwrócić się ku niemu.
— Nie rozumiem pytania — powiedziała bez emocji.
Posłał jej lekko zakłopotane spojrzenie, naprawdę jej współczując – o ile w ogóle mógł to tak nazwać.
— Oczywiście że dla nich — wyszeptał, wracając spojrzeniem do dokumentów, bo nie mógł znieść pełnego obojętności wzroku Telyn. — Nie musisz odpowiadać na to pytanie — powiedział głośniej, zdawszy sobie sprawę, że nadal czekała na wyjaśnienie wcześniejszego pytania.
— Oczywiście — zgodziła się, dostawiła na regał ostatnią książkę i odsunęła się od mebla, ponownie rozglądając się po pomieszczeniu. — Skończyłam — poinformowała, najprawdopodobniej nie wiedząc, co powinna ze sobą zrobić.
Cullen posłał jej zdziwione spojrzenie, w myślach szukając jej jakiegoś zajęcia. Dopóki trzymała się od niego z dala, miała czymś zajęte dłonie i nie wlepiała w niego tych rybich oczu, mógł ją tolerować.
— Może mogłabyś… — zaczął, rozglądając się niepewnie po gabinecie, aż jego wzrok zatrzymał się na połamanych deskach rzuconych na przykrytą płótnem leżankę w rogu pomieszczenia.
Nie zdążył dokończyć, a Telyn, podążając za jego spojrzeniem, natychmiast ruszyła w tamtym kierunku, odczytując to, o co chciał ją poprosić.
— Gdzie powinnam je wynieść? — zapytała, schylając się po pierwszą deskę.
— Za te drzwi… — Wskazał na wyjście na mury. — Wystarczy. Nie są za ciężkie? — upewnił się.
— Nie.
Kiedy udało mu się zignorować przechodzącą z jednego kąta gabinetu na drugi elfkę, był w stanie skupić się na pracy do tego stopnia, że w końcu udało mu się zapomnieć o obecności Telyn. Po kilku godzinach rozbolała go głowa, a to było mu zdecydowanie trudniej zignorować. Postanowił więc, że zrobi sobie krótką przerwę, może nawet wyjdzie na blanki, ale, gdy tylko podniósł wzrok, okazało się, że elfka stała przy biurku, wpatrując się w niego intensywnie. Niemal dostał zawału, napotykając spojrzenie jej pustych oczu, które, szeroko otwarte, uważnie studiowały jego twarz.
— Czy powinnam wezwać medyka? — zapytała nieoczekiwanie.
— Po co? — zdziwił się, rozmasowując skroń.
— Wygląda pan na chorego, komendancie — zawyrokowała.
Cullen zaśmiał się krótko, kręcąc z niedowierzaniem głową.
— Czy powiedziałam coś śmiesznego?
— Nie… po prostu…
Westchnął. Po co w ogóle chciał się jej tłumaczyć?
— Nie rozumiem — powiedziała, nadal się w niego wpatrując.
— Nie musisz — mruknął.
— Skończyłam — oznajmiła jeszcze, najwyraźniej uznając poprzedni temat za wyczerpany.
Zamrugał szybko, posyłając jej nieco zdziwione spojrzenie, a potem ogarnął wzrokiem gabinet. Najwyraźniej Telyn jednak nie do końca zrozumiała jego polecenie, bo poza uprzątnięciem desek, posprzątała również resztę gabinetu. Nawet nie zdążył zauważyć, kiedy udało się jej to zrobić. Poruszała się zaskakująco cicho i w żaden sposób nie absorbowała jego uwagi. Może faktycznie mogłaby mu się przydać? Znalazłby jej jakieś zajęcia. Uśmiechnął się lekko, spoglądając w stronę leżanki i stojącego przy niej krzesła – wcześniej nawet nie wiedział, że posiada coś, na czym mógłby podejmować gości… bo przecież nie kazałby im siedzieć na taborecie, który i tak służył mu za podstawkę na książki.
— Cóż… Może chcesz odpocząć? — zapytał, nie bardzo wiedząc, jak długo pracowała w ciszy. — Albo coś zjeść? — zaproponował. — Nie jesteś głodna?
Spojrzała na niego przenikliwie.
— Pora obiadowa minęła przeszło godzinę temu — poinformowała. — Czy powinnam przynieść panu jakiś posiłek? Wydaje mi się, że nic dziś pan nie zjadł.
— Właściwie to możesz mi coś przynieść — mruknął nieco onieśmielony jej bezpośredniością; czasem zapominał, że wyciszeni niespecjalnie myśleli nad formułowaniem tego, o czym właśnie myśleli. — Tylko najpierw najedz się sama — dodał dla pewności, przypominając sobie słowa Minaeve.
W końcu sama mogła być nieco… cóż, Minaeve z pewnością nie chciała użyć tego sformułowania, ale: upośledzona pod tym względem.
— Oczywiście — zgodziła się, ruszając w stronę wyjścia.
Cullen opadł na stojący za biurkiem fotel, oddychając przez moment ciężko.
Widział kilka zalet w posiadaniu takiego pomocnika. Niestety zauważył też kilka wad. Postanowił jednak spróbować dać jej szansę. Skoro na tak długo udało się mu zignorować jej obecność, może przyzwyczaiłby się, gdyby pracowała nieco… bliżej, pomagając mu przy dokumentach, bo to one sprawiały mu najwięcej kłopotu.
Miał tylko nadzieję, że Telyn w ostatecznym rozrachunku nie miała okazać się utrapieniem.

4 komentarze:

  1. Wow. Nie jestem fanem romansideł ale z chęcią przeczytam kolejne rozdziały! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tutaj długa droga, zanim to się rozwinie. Poza romansem staram się też jednak prowadzić jakąś fabułę, żeby nie było nudno i monotematycznie. ;)

      Usuń
  2. Zaczyna się bardzo ciekawie:-) Cudnie opisałaś zmaganie się z uzależnieniem Cullena, a i Telyn mnie mocno zainteresowała. Niecierpliwie czekam na dalszy ciąg tej historii:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się spodobało i że opis uzależnienia jest okej. :)

      Usuń